Sep 16

Trados Studio 2011 – pierwsze wrażenia

Jeśli wierzyć zapewnieniom producenta, Trados Studio 2011 ma zostać wypuszczony do końca przyszłego tygodnia. Firma SDL promuje go intensywnie przez reklamy, prezentacje internetowe (m.in. w ramach specjalnego dnia prezentacji) oraz udostępniając wersję beta programu. Brałem udział w prezentacjach, testowałem betę. Czy jest na co czekać?

Zdecydowanie tak. Jeśli używacie w pracy Studio 2009, przesiadka na wersję 2011 będzie bardzo przyjemnym doświadczeniem. Co prawda program nadal jest wielki i kobylasty, ale gdy już się uruchomi i otworzy wymagane pliki, praca w nim jest wyraźnie gładsza i przyjemniejsza niż w Studio 2009. Jeśli pracujecie wciąż jeszcze w Tradosie 2007, najwyższy czas na przesiadkę. Można wreszcie otwierać dwujęzyczne pliki DOC!

Spróbujmy trochę bardziej systematycznie podejść do nowych funkcji pakietu.

  • Śledzenie zmian. Funkcja działa praktycznie identycznie jak w przypadku śledzenia zmian w Wordzie: po otwarciu dokumentu do redakcji wszystkie zmiany zaznaczane są z użyciem standardowych kolorów, a stosowny pasek zadań umożliwia zatwierdzanie, odrzucanie i przechodzenie między segmentami ze zmianami. Możliwe jest także tworzenie wersji plików oraz ich porównywanie.
  • Technologia PerfectMatch 2.0. W przeciwieństwie do technologii PerfectMatch z poprzedniej wersji pakietu, ta reklamowana jest hasłem „nigdy nie będziesz musiał dwa razy redagować tego samego zdania”. Tym razem możliwe jest nakładanie na pliki zatwierdzonych segmentów z informacją kontekstową, co zwiększa poprawność tłumaczenia. Segmenty „PerfectMatch” po pretranslacji są automatycznie blokowane.
  • Funkcja Pseudo-translation. Tekst źródłowy poddawany jest „niby-tłumaczeniu”, w którym można dodać losowe słowa z języka docelowego i np. zwiększyć objętość segmentów. Ma to na celu np. przetestowanie układu DTP tłumaczonej instrukcji czy potencjalnych problemów ze zmieszczeniem tekstu w lokalizowanym oprogramowaniu.
  • Moduł sprawdzania pisowni z MS Office. Mała rzecz, a cieszy. Teraz możliwe jest użycie nie tylko modułu Hunspell, ale i spellczekera z Worda, który w niektórych językach dysponuje znacząco lepszymi słownikami.
  • Rozbudowany moduł QA. Możliwa jest większa kontrola nad procedurami kontroli jakości i ułatwiono proces nanoszenia poprawek.
  • Nowe filtry wyświetlania. Możliwość swobodnego filtrowania segmentów to jedna z największych zalet pracy w trybie „tabelkowym”. W nowej wersji Studio rozszerzono ofertę atrybutów, na podstawie których można filtrować segmenty, wzbogacając ją dodatkowo o wyrażenia regularne.
  • Nowe filtry formatów plików – w tym całkiem nowy filtr plików INX. Może wreszcie będzie można bez problemów pracować z plikami InDesign.
  • Obsługa dwujęzycznych plików DOC. Wreszcie można otwierać i zapisywać pliki ze „starego” Tradosa.
  • Integracja z OpenExchange. OpenExchange to jeden z lepszych pomysłów firmy SDL – dzięki inicjatywie powstało całkiem sporo dodatków do Studio, a ich popularność sprawiła, że niektóre dostarczane są z pakietem 2011. Dostępny jest mn. ulepszony konwerter do plików DOC, wreszcie działający jak w memoQ: przetłumaczone pliki (dowolnego formatu) można zapisać w formie dwujęzycznych tabel, przekazać do redakcji osobie nie korzystającej z narzędzia CAT, a następnie zaimportować tekst po redakcji, z śledzeniem zmian. Inne aplikacje dostępne „od ręki” to mn. konwerter do TTXów czy masowe Znajdź i Zastąp.
  • Wróciła znana ze starszych wersji pakietu funkcja „Translate to fuzzy”. Jej entuzjastów nie trzeba przekonywać o użyteczności.
  • Studio zawiera moduł do tworzenia pamięci tłumaczeń z plików w różnych językach — choć jest to trochę lepiej ukryty, stary WinAlign.

Oczywiście to tylko najważniejsze i najbardziej widoczne zmiany. Wśród tych mniej widocznych jest na przykład uproszczenie tłumaczenia pojedynczych plików, czy uproszczony model rejestracji licencji. Jednak co — moim zdaniem — niezmiernie się liczy to fakt, że nowe Studio pracuje znacznie lepiej od poprzedniego. Trudno sprecyzować tę „lepszość”, nie robiłem testów porównawczych czasu otwierania dokumentów czy tym podobnych operacji, ale sama praca odbywa się w sposób gładszy i wygodniejszy.

Przyznam, że miałem poważne wątpliwości, czy inwestować w nową wersję Trados Studio – w końcu z wersji 2009 korzystam bardzo rzadko, tylko gdy dostanę od klienta pakiet (całą resztę tłumaczę w memoQ), jednak po przetestowaniu wersji beta wątpliwości zniknęły — SDL wykonał krok w bardzo dobrą stronę i mam wrażenie, że liczba projektów w Studio zacznie się zwiększać. W każdym razie ja zainwestuję w upgrade.

Szkoda tylko, że firma potrzebowała na osiągnięcie tego stanu aż dwa lata — pierwsza wersja Studio 2009 praktycznie nie nadawała się do użytku.

* * *

Przy okazji powtórzę reklamę kanału YouTube firmy Localize, jednego z polskich przedstawicieli firmy SDL — warto zaglądać, nieustannie pojawiają się nowe filmy szkoleniowe prezentujące obsługę pakietu Trados Studio i MultiTerma.

5 comments

Skip to comment form

  1. Witam,

    Czy instalacja Tradosa 2011 wymaga wcześniej instalacji komponentów 2007 (lub nie daj Boże jeszcze może 2009)?
    Trados zaskakiwał, zaskakuje i zapewne będzie zaskakiwał swoimi chorymi pomysłami, stąd moje pytanie.

    Pozdrawiam,
    Przemek

    1. Na ile mi wiadomo, to nie. Wymagane elementy Tradosa 2007 (np. WinAlign) zostaną zainstalowane automatycznie, w sposób niewidoczny dla użytkownika.

  2. Zrobił mi Pan smaka na tego nowego Tradosa, Panie Marku. Teraz nie wiem, czy wybrać MemoQ 5.0 czy właśnie Studio 2011. Do tej pory korzystałem z darmowego Acrossa, więc czegokolwiek bym nie wybrał, i tak powinno być lepiej niż dotychczas 🙂

    Pozdrawiam!

    1. Proszę poczekać do jutra, napiszę trochę o memoQ (miałem to zrobić parę dni po wpisie o Tradosie, ale — jak często w życiu bywa — nie wyszło.

  3. Znakomicie! Na wartościowy wpis zawsze warto poczekać 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published.